
Tytuł oryginału: Rubinrot
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 344
Moja ocena: 6!/6
„Rubin to początek, lecz i zakończenie.”
Już wielokrotnie podkreślałam jak chciałabym przenieść się w przeszłość. Wehikuł czasu, ach marzenie...Ale Gwendolyn Sheperd bohaterka tej oto powieści nie potrzebuje wehikułu wystarczy odziedziczony przez nią po przodkach gen podróży w czasie.
Kuzynka Gwendolyn, 16 letnia Charlotta była niezwykła, urodziła się z genem pozwalającym na podróże w czasie. Lekcje fechtunku, tańca, języków obcych, miały przygotować Charlottę do jej niezwykłej przyszłości. Jednak w wyniku pomyłki gen odziedziczyła ta niedoskonała Gwendolyn. Jak to możliwe? Przecież datę urodzin Charlotty obliczył sam Isaak Newton! Wszyscy są strasznie zawiedzeni, gdyż Gwendolyn nie jest przygotowana do roli jaką ma odegrać. Dziewczyna zaczyna nowe życie, razem z podróżami w czasie, tajną misją i Gideonem bezczelnym, aroganckim, totalnie boskim chłopakiem, drugim podróżnikiem w czasie.
Książkę kupiłam w lutym, i aż do końca marca po nią nie sięgnęłam. Stała na półce, wołała, kusiła, a ja odkładałam jej lekturę jak tylko mogłam. Do dziś nie wiem dlaczego. Ta książka jest absolutnie świetna. Ba, genialna!
Gwendolyn Sheperd po cichaczu wkradła mi się do serca. To dziewczyna z dystansem do siebie, i co bardzo cenię- humorem. To ona sprawia, że książka jest taka, a nie inna. Razem ze swą przyjaciółką Leslie tworzą duet idealny! Wspierają się nawzajem i darzą zaufaniem. Razem płaczą, cieszą się i oglądają dużo, dużo filmów(mają podobne gusta jak ja :). Od niej wolę tylko Katniss Everdeen z "Igrzysk śmierci".
Gideon de Villiers jest postacią bardzo wyrazistą, jego wypowiedzi na długo pozostają w pamięci. Mimo początkowych stosunków między nim, a naszą główną bohaterką, nie da się go nie polubić. Arogancki, zadufany w sobie, ale za to wielki przystojniak o zielonych oczach.
Cała historia, którą stworzyła autorka jest pełna tajemnic, zawiłości i nieścisłości. Owszem, ciężko się w tym połapać, ale gdy wszystko poskłada się w całość, daje niesamowity efekt. Podróże w czasie to coś nowego, coś czego jeszcze nie było. Nie ma tu wampirów, wilkołaków i innych dziwnych stworów z oklepanych i banalnych historii. Mamy tu historię pełną tajemnic, pięknych sukien balowych i miłości. Krótko mówiąc, powieść idealna!
Nie mogę nie wspomnieć o okładce, cudownej, pięknej okładce. To ze względu na nią w pewnej mierze, zakupiłam tą książkę(jednak w większości dzięki pozytywnym opiniom czytelników).
Podsumowując, książka jest niewiarygodna. Przeszłość rodziny Montrose, drugi chronograf skradziony przez Lucy i Paula, humor, tajemnice odkryte i nieodkryte, skrywane przez Strażników, no i złowrogi hrabia de Saint Germian składają się na "Czerwień rubinu", niesamowitą opowieść, której nie sposób zapomnieć.
Przepraszam za brak komentarzy z mojej strony. Komputer mi szwankuje i tylko od czasu do czasu mam okazję skorzystać z komputera mamy. Ale postaram się to nadrobić :)
Musiałam drugi raz opublikować tego posta ze względu na dziwną opcję wyświetlania tego posta.
Musiałam drugi raz opublikować tego posta ze względu na dziwną opcję wyświetlania tego posta.
Blueberry




