Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 lipca 2012

Tajemnica Wildfell Hall...

Tytuł oryginału: The Tenant of Wildfell Hall
Autor: Anne Bronte
Wydawnictwo: Mg
Ilość stron: 544
Moja ocena: 5/6

Z angielską klasyką, a zwłaszcza z książkami sióstr Bronte jest tak, że obojętnie po jaką powieść bym nie sięgnęła zawsze, ale to zawsze ta lektura trafi na półkę "ulubione" oraz pozostawi po sobie ślad w moim sercu. Bez wyjątku! Tak było z "Jane Eyre", tak było z "Shirley" i tak jest z "Lokatorką Wildfell Hall".

"Trzeba nam się cofnąć do jesieni 1827."

Pierwsze zdanie i już jestem oczarowana, już wiem, że lektura "Lokatorki..." dostarczy mi wielu wrażeń i niezapomnianych emocji, już wiem, że jestem w miejscu i czasie, które kocham najmocniej czyli Anglii XIX wieku...

Do dworu Widfell Hall wprowadza się ona, Helen Graham, kobieta owiana aurą tajemniczości. Młoda, piękna, skryta, unikająca kontaktu z ludźmi. Jakież poruszenie powoduje jej obecność, zwłaszcza dlatego iż jest wdową mieszkającą wraz z synkiem bez obecności mężczyzny. Wszyscy są oburzeni jej niezależnością i wyzwoleniem. Jednak Gilbert Markham bardziej niż zszokowany, jest zaintrygowany nową sąsiadką. Postanawia poznać ją bliżej. Jednak jego zaloty są pani Graham kompletnie obojętne. Wdowa widzi w nim przyjaciela, nie zalotnika. Pewnego dnia kobieta pozwala Gilbertowi na lekturę swojego dziennika, w którym kryją się odpowiedzi na wszystkie pytania, które nurtują młodego dżentelmena...

Po przeczytaniu opisu fabuły, mój wujek stwierdził iż musi to być mocno feministyczna powieść. Po części muszę przyznać mu rację, jednak była to raczej powieść, którą określę mianem wyjątkowej. Jak już wywnioskowaliście z opisu, jest to opowieść o kobiecie walczącej o niezależność, o kobiecie uciekającej od nieszczęśliwej przeszłości, o kobiecie niepowtarzalnej, o kobiecie tajemniczej.

Helen Graham to charakter którego się nie zapomina. Artystka, a konkretnie malarka, zdeterminowana, inteligentna, odważna, z duszą samotnika. To przez co przeszła sprawiło, że w jej młodym ciele została uwięziona stara, doświadczona, dojrzała dusza. Kolejnym intrygującym charakterem jest pan Huntingdon. Ma niepowtarzalną osobowość i choć pozytywną postać bynajmniej nie jest, to zasługuje na uwagę.

Powieść napisana jest w formie listu od Gilberta Markhama do swego przyjaciela. Występuje tu narracja pierwszosobowa początkowo  z punktu widzenia pana Markhama, później podczas lektury dziennika z punktu widzenia pani Graham. Osobiście wolałam gdy narratorką była Helen. Wydarzenia przez nią prezentowane były bez porównania ciekawsze od tych serwowanych przez Gilberta.

Minusem było to, że nie potrafiłam się w "Lokatorkę..." wciągnąć. Nie potrafiłam się zatracić w lekturze jak to było w przypadku książek Charlotte Bronte. Przeczytałam kilka stron i odkładałam, odczekałam parę minut i znowu, i tak w kółko...Jej lektura zajęła mi naprawdę sporo czasu.

Wszystkie siostry Bronte miały naprawdę wyśmienity kunszt pisarski. Ich książki to opowieści niepowtarzalne, które zawsze pozostawią jakiś znak. Mimo, że nie ma tu wartkiej akcji, a książka nie wciąga to jednak zawsze zachwyca bohaterami, krajobrazami oraz lekkością pióra. Jest to książka w sam raz na deszczowe dni jakie aktualnie w Białymstoku panują...

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Świetne wakacje, nie ma co...Jak już się ładnie zrobiło to oczywiście musiały nastać przygnębiające, ponure dni...
W piątek byłam w kinie na Prometeuszu, reżysera Ridleya Scotta uwielbiam za Gladiatora. Mimo, że film mnie nie zachwycił, to jednak urozmaicił piątkowy wieczór. Charlize Therone była naprawdę świetna!

A teraz piosenkę, która śniła mi się kilka nocy pod rząd!

Blueberry

niedziela, 20 maja 2012

"Shirley" Charlotte Bronte


Tytuł oryginału: Shirley
Autor: Charlotte Bronte
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mg
Ilość stron: 640
Moja ocena: 6/6

Nazwisko Bronte już chyba każdemu obiło się o uszy. Emily to ta od "Wichrowych wzgórz", Anna to ta najmniej znana z sióstr, a Charlotte to autorka znakomitych "Dziwnych losów Jane Eyre" i moja ulubiona siostra. Ale to nie o nich jest ta historia. To historia o...

Pierwsze skojarzenie słysząc słowa angielska klasyka? Zdecydowanie wrzosowiska. Wrzosowiska w których nie można się nie zakochać, na których mogę spędzać oczyma wyobraźni całe godziny przed zaśnięciem. Jak i w Jane Eyre nie brak tu wrzosowisk, ale to bynajmniej nie o nich jest ta książka.  Robert Moore jest właścicielem fabryki do której zaczyna sprowadzać rozwinięte technologicznie maszyny. Miejscowa ludność jest oburzona, gdyż wiele osób zostało zwolnionych z pracy w fabryce. Organizują bunty i napadają nie tylko na przewóz maszyn, ale i na samego Roberta. Jednak to nie koniec problemów pana Moore, młody przedsiębiorca wprost tonie w długach! Rozważa poślubienie bogatej Shirley Keeldar, jednak nie chce oddać serca komuś kogo nie kocha, poza tym jego serce już należy do kogś innego...

Początek książki nie należał do najbardziej udanych. Po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron zaniechałam dalszej lektury. Poddałam się, odłożyłam, zapomniałam. Ale nie na długo. Powróciłam do książki i z dobrym nastawieniem dokończyłam jej lekturę. I wobec tak wspaniałej całości jestem w stanie wybaczyć sparzenie się na początku.

Może zacznę od tego, że Charlotte Bronte jest mistrzynią kreowania wspaniałych charakterów. Pan Rochester i Jane Eyre tego dowodzą. A czego oczekiwałam najbardziej od "Shirley", otóż właśnie ciekawych osobowości, a takich tu nie brak. Tytułową bohaterkę poznajemy dopiero około dwusetnej strony, jednak wcześniej poznajemy nieśmiałą pannę Caroline Helstone i Roberta Moora dwie z czterech głównych postaci. Shirley niewątpliwie spodobała mi się najbardziej. Posiada ognisty temperament, jest pełna życia, zjednuje sobie czytelników, jak i pozostałe postaci w książce. Jest całkowitym przeciwieństwem zamkniętej w sobie, cichej i wiecznie smutnej Caroline, którą także polubiłam. Postaci męskie troszkę mnie zawiodły. Intrygującego Roberta było zdecydowanie za mało, podobnie jak jego brata Louisa. Ale może to dzięki temu są to jedne z ciekawszych męskich charakterów jakie miałam okazje poznać i tu ucieknę się do pana Rochestera i pana Darcy'ego dwóch najwspanialszych boahterów płci męskiej!

Sama fabuła jest nietuzinkowa i pełna niespodzianek. Opisy które powinny śmiertelnie przynudzać nadają książce niepowtarzalnego charakteru. Są klarowne i ciekawe, sprawiają, że od razu przed oczami stają nam wystroje wnętrz posiadłości, magiczne zagajniki i moje kochane wrzosowiska. Styl pisania Charlotte to mistrzostwo świata! Bardzo podobało mi się, że zwraca się wprost do czytelnika, co sprawia, że czuję się jakby to sama Charlotte przy kominku na bujanym fotelu opowiadała mi historię, którą sama stworzyła.

"Moja droga, życie to złudzenie-wyszeptała pani Pryor. Ale nie miłość! Miłość jest prawdziwa. To najprawdziwsza, najtrwalsza, najsłodsza, choć również najbardziej gorzka rzecz jaką znamy."

W powieści nie brak wspaniałych cytatów i wypowiedzi bohaterów, które dostarczają nam chwili zadumy i refleksji. Akcja toczy się powoli, nie ma tu wstrząsających wydarzeń, lecz nie brak ciekawych doznań. Każda karta powieści jest przepełniona emocjami i właśnie to podobało mi się najbardziej.

Za niezwykłe osobowości, świetną fabułę, emocje i niepowtarzalny klimat powieść "Shirley" zdobyła moje serce, trafiła na półkę "ulubione" i sprawiła, że nawet ja zaprzeczenie jakiegokolwiek romantyzmu kibicowałam miłości głównych bohaterów. Bez dyskusji jest to jedna z lepszych książek jakie miałam okazje przeczytać.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Blueberry


piątek, 11 maja 2012

"Bałamutka" Liz Carlyle



Tytuł oryginału: Wicked all day
Autor: Liz Carlyle
Wydawnictwo: Bis
Ilość stron: 408
Moja ocena: 4-/6

Patrząc na okładkę, od razu nasuwa się myśl-typowy romans. I niestety w tym temacie nie mogę dodać nic więcej, bo taka jest prawda. Ale może teraz trochę o fabule.

"Już od najmłodszych lat wiedziała, że jest inna. Żyła w świecie podzielonym na wysoko i nisko urodzonych, ale na nieszczęście nie należała do żadnej z tych grup."

O kim mowa? Otóż o naszej głównej bohaterce, a mianowicie pannie Zoe Armstrong-bałamutce, kokietce, zalotnicy, która uwodzi, flirtuje i kpi ze swoich adoratorów. Zoe jest bogata i  piękna co tylko pomaga jej łamać męskie serca. Niestety nie należy do wysoko urodzonych, czyli arystokracji, gdyż jest nieślubną córką markiza. Jednak jej posag przyciąga kolejnych adoratorów i łowców fortun gotowych wyjść za nią tylko dla pieniędzy. Zoe natomiast pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie obowiązku. Na pewnym przyjęciu zostaje przyłapana w dość krępującej sytuacji ze swym dalekim kuzynem lordem Robertem, przez jego starszego brata Stuarta Mercera, do którego Zoe zaczyna coś czuć...

"Bałamutka" to pierwszy typowy romans jaki miałam okazję kiedykolwiek przeczytać. Dlatego ciężko jest mi stwierdzić czy jest udany. Ocenę wystawiłam na podstawie własnych wrażeń.

Postaci są dość ciekawe. Szału nie ma, ale polubiłam główną bohaterkę, choć z początku wydawała mi się głupią kokietką, która dla rozrywki łamie męskie serca. Jeśli mam wybrać między Robertem, a Stuartem, to wybieram hmm, hmm, hmm...chyba Stuarta. Jest on ciekawą postacią skrywającą swą prawdziwą twarz pod maską obojętności i zimna.

Co do samej fabuły to niewiele się dzieje, jednak książka jest napisana płynnym, ciekawym i prostym w odbiorze językiem, co sprawia, że lektura mija nam niedamowicie prędko. Nie zauważyłam żadnych błędów stylistycznych, czy gramatycznych.

Podsumowując:
"Bałamutka" nie jest literaturą wysokich lotów, ale miłą odskocznią od nauki i sprawdzianów. Cieżko jest mi stwierdzić, ale jest to raczej typowy romans. Ale dałam tą 4, za Anglię, przyjemny klimat i te kilka godzin ciekawej rozrywki.

Za możliwość zapoznania się po raz pierwszy z romansem serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Wczoraj mieliśmy szkolną wycieczkę do Warszawy na spektakl pt. "Alladyn" w teatrze Roma. Do tej pory jestem nim całkowicie oczarowana. Myślałam, że jestem już na to za stara, a bawiłam się wspaniale. Świetna choreografia, genialne efekty specjalne jak latający dywan nad głowami widzów, wspaniała muzyka, świetna obsada! Gorąco polecam :)
Blueberry


piątek, 30 marca 2012

"Córka czarnoksiężnika" Catherine Coulter




Tytuł oryginału: Wizard's Daughter
Autor: Catherine Coulter
Wydawnictwo: Bis
Ilość stron: 464
Moja ocena: 4/6

Co byśmy zrobili gdybyśmy któregoś razu odkryli istnienie magii...Bylibyśmy przerażeni, szczęśliwi, zaskoczeni czy obojętni? A gdybyśmy odkryli istnienie magicznej krainy, Krainy za Ostrokołem? Nicholas Vail, Rosalinda i Grayson Sherbrooke wpadają na trop właśnie takiej krainy, ale cóż z tego wyniknie...

Czytając opis na stronie księgarni Bis wiedziałam, że to książka dla mnie. No, bo cóż my tu mamy: Anglię przygodę, ciekawie zapowiadającą się fabułę, a przede wszystkim magię. Ale wróćmy do początku tej historii.

Ryder Sherbrooke znajduje dziewczynkę. Pobitą, biedną dziewczynkę. Ona jednak nic nie mówi. Lecz po pół roku zaczyna śpiewać niesamowitą pieśń. Któż nie byłby zdziwiony? Dziecko nic nie pamięta poza swoim imieniem: Rosalinda. Po paru latach Nicholas Vail młody, tajemniczy hrabia bez grosza odnajduje młodą Rosalindę i wraz z przybranym bratem dziewczyny, na festynie w Hyde Parku otrzymują starą, dawno zaginioną księgę opowiadającą o magicznej Krainie za Ostrokołem.



Książka zapowiadała się niezwykle obiecująco. Jednak zbyt dużo nazw stworów zamieszkujących Krainę mocno dała się we znaki. Teraz po głowie krążą mi nazwy takie jak: Czarny Lasis ( nie tylko czarny jest jeszcze brązowy, czerwony), Tiber, Smoki znad Jeziora Sallas itp. Co za dużo to nie zdrowo. Do minusów zaliczyć mogę także to, że czytanie owej powieści niesamowicie mi się dłużyło. Momentami odrywałam się od rzeczywistości i lądowałam w Krainie za Ostrokołem, mometami jednak ziewałam, przysypiałam i traciłam ochotę na czytanie. Powodem chyba jest to iż moje myśli wciąż błądzą wkoło "Kosogłosa". Oczywiście wątek miłosny także występuje, a mianowicie między Nicholasem Vailem i Rosalindą. Z przykrością stwierdzam iż żadna z postaci nie zdobyła mojego serca. Byly jakieś takie nijakie. Rosalinda chyba najbardziej przypadła mi do gustu.

Teraz, żeby zrobiło się trochę przyjemniej powiem o plusach. Do plusów zdecydowanie mogę zaliczyć sam pomysł. Kraina za Ostrokołem kojarzyła mi się z krainą bodajże Fillory z książki Lva Grossmana "Czarodzieje", (która klapą jest totalną), ale pani Coulter opracowała to zdecydowanie ciekawiej. Kolejnym plusem jest także język, którym powieść jest napisana. Od razu trafia do odbiorcy i jest łatwo przyswajalny. Mnie powieść nie zachwyciła, ale zasługuje na uwagę.

Podsumowując jeśli macie chęć na sporą dawkę fantastyki i przygody w jednym nie krępujcie się, sięgnijcie!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu:




sobota, 28 stycznia 2012

"Jane Eyre"-Charlotte Bronte





Tytuł: Jane Eyre
Autor: Charlotte Bronte
Wydanictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: ok.500
Moja ocena: 6/6

Miłość...jak wiele, a zarazem nie wiele mówi nam to słowo. Rzadko kiedy spotykamy prawdziwą miłość, miłość odwzajemnioną. Wierzycie w prawdziwą miłość? Ja nie do końca w nią wierzyłam, ale moje poglądy zmieniły się diametralnie po przeczytaniu przepięknej książki jednej z bardzo znanych sióstr Bronte.

Kocham przenosić się w dawne czasy, chodzić po starych dworach, ogrodach, miastach,  ubrana w piękne suknie- marzenie. Właśnie dzięki książkom takim jak ta, dzięki tym niezwykłym opisom dawnej Anglii, dzięki temu niezwykłemu klimatowi, wkraczam w swój własny świat coś co kocham najbardziej.


Jane Eyre, ma 10 lat i jest sierotą. Mieszka w posiadłości Gateshad Hall u swojej wujenki Sary Reed, która szczerze jej nienawidzi i zamienia życie małej Jane w koszmar. Dziewczynka jest osamotniona, odrzucona, a jej uczucia do pani Reed zmieniają się w coraz głębszą nienawiść. Pani Reed decyduje się wysłać naszą bohaterkę do szkoły w Lowood. Jane spędza tam osiem lat sześć jako uczennica, dwa jako nauczycielka, zawierając wiele znajomości między innymi z ujmującą dziewczynką Helen Burns. W końcu pragnie zmiany, ucieczki od codziennej rutyny. Podejmuje pracę guwernatki w posiadłości Thornfield Hall. Bardzo szybko zakochuje się w swoim pracodawcy, gburowatym właścicielu posiadłości Edwardzie Rochesterze, który równie szybko tą miłość odwzajemnia. Jednak na ich drodze do szczęścia staje skomplikowana i zamierzchła przeszłość pana Rochestera.

"Jane Eyre" jest zaliczana do romansów, choć według mnie tak być nie powinno. Z czym dzisiaj kojarzy wam się typowy romans, bo mi z tymi tandetnymi książkami, które mają na okładce parę całującą się , bądź przytulającą.
Jane Eyre to książka nie tylko o miłości, to historia o drodze ku szczęściu, spotykającej niezliczone przeciwności losu.

Bohaterowie? Cód, miód i orzeszki! Wspaniali:
Jane, głowna bohaterka i zarazem narratorka powieści,to razem z nią przeżywamy jej wzloty i upadki, jej szczęście i nieszczęscie by na końcu pokochać jak najlepszą przyjaciółkę. Edwarda Rochestera w jednym momencie uwielbiałam, w drugim nienawidziłam by w trzecim znów go uwielbiać, bardzo specyficzna postać ze wspaniałym charakterem. Jednak tytuł najbardziej fascynującej postaci otrzymuje...St. John! To on zdobył moje serce. Jego postawa, wypowiedzi- rewelacja!

Przy stopniowym poznawaniu przeszłości pana Rochestera, nie jeden raz przechodziły mnie dreszcze, nawet teraz mam gęsią skórkę. Ale to właśnie najbardziej lubię w książkach, tajemnice, nie wyjaśnione sprawy...ach kocham to!

Przy czytaniu tej książki płakałam, śmiałam się i bałam. Ale tak być powinno, książka winna jest budzić emocje i skłaniać do refleksji, a to właśnie doskonały przykład takiej książki, dobry kawał angielskiej klasyki, a to na nią stawiam w tym roku.


Teraz nie pozostaje mi nic innego jak zapozać się z twórczością tej bardziej znanej siostry Emily.

Jak mijają wam ferie, moje są bardzo udane ;D

P.S. Przy czytaniu zalecam zaopatrzenie się w koc, kubek herbaty i dobre miejsce przy kominku.

niedziela, 4 grudnia 2011

"Duma i uprzedzenie" Jane Austen


Tytuł:"Duma i uprzedzenie"
Autor:Jane Austen
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Moja ocena: 6/6

Przyznaję się bez bicia, że to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Lepiej póżno niż wcale i jestem zachwycona! Ostatnio mam dni zawalone nauką i sprawdzianami więc nie posiadam za wiele czasu jednak staram się tak nim gospodarować aby starczało na wszystko, z różnym skutkiem...

W czasach które genialnie opisuje pani Austen najważniejsze jest aby dobrze wydać córki za mąż, a przed takim oto zadaniem stoi pani Bennet którą los obdarzył aż pięcioma. Stara się jak może jednak w okolicy brakuje kawalerów przystojnych, a przede wszystkim zamożnych.  Jakaż radość następuje po pogłoskach, że do pobliskiej posiadłości ma się sprowadzić wielce bogaty mężczyzna. Jednak nic nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać.

Jak zwykle napiszę o moim ulubionym bohaterze. W przypadku tej powieści jest nią oczywiście Elizabeth Bennet. Zachowanie postaci, bohaterów jest opisane w sposób przekomiczny np.pani Bennet raz denerwowała sie na swą córkę by zaraz potem opiewać się w zachwytach nad nią.

Uwielbiam romanse historyczne i tylko historyczne żadne inne nie wchodzą w grę, a przecież pani Austen tak pięknie opisuje perypetie postaci, że nie sposób nie pokochać tej książki. Ja zakochałam się od pierwszej strony(no może nie od pierwszej). Ta książka to spory problem do zrecenzowania bo tak naprawdę gdybym jeszcze coś dodała zdradziłabym całą fabułę.

Teraz jestem niestety zmuszona do przeczytania Qvo Vadis, no więc ze spuszczoną głową idę czytać.
Cześć!