Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lipca 2012

"Zagubiony w historii"


Tytuł oryginału: The History Keepers:The storm begins
Autor: Damian Dibben
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 328
Moja ocena: 6/6

Jest normalny szkolny dzień, a ty wracasz do domu. Biegniesz właśnie przez Greenwich Park gdy dwaj podjerzani mężczyźni blokują Ci drogę. Każą Ci pójść ze sobą, gdy odmawiasz porywają Cię przy pomocy chloroforum. Budzisz się w samochodzie, nie wiesz gdzie jesteś, co się stało i dlaczego Cię porwali. Zabierają Cię do swojej kwatery gdzie dowiadujesz się dwóch ważnych rzeczy. Twoi rodzice Strażnicy historii zaginęli, a ty możesz podróżować w czasie...
Tego właśnie dowiaduje się Jake Djones. Wraz z resztą załogi i swoją ciotką Różą Jake wprost z Londynu XXI wieku, przenosi do Francji XIX wieku gdzie znajduje się Punkt Zero, główna siedziba strażników historii. Na miejscu dowiaduje się wszystkiego o misji rodziców. Zaginęli oni w Wenecji w roku 1506. Zostaje wysłana ekipa z misją ratunkową. Jake mimo zakazu postanwia udać się na misję wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi. Nie wie jeszcze, że wkroczył w sam środek wojny o historię...

Jejku, jak ja kocham podróże w czasie! (Podkreślam to przy każdej nadarzającej się okazji :) A jak ja kocham książki o podróżach w czasie! Zwłaszcza z dużą dawką przygody i wspaniałych charakterów. Skoro  już o tych charakterach mowa to w "Strażnikach historii" nie było ani jednej postaci, która by mnie nie oczarowała. Mamy tu całą gamę różnorodnych bohaterów od odważnego Jake po próżnego Nathana(który jest boski po prostu!).  W ich towarzystwie nie sposób się nudzić, dzięki nim książka ma duszę, to oni są motorkiem napędzającym książkę!

Fabuła jest szalenie oryginalna. No, bo czy istnieje gdzieś jeszcze książka w której istnieje tajne stowarzyszenie podróżników w czasie ratujących historię przed złoczyńcami, którzy maczają swoje brudne paluchy przy dziejach świata? Nie, nie istnieje! Oczywiście mamy tu takiego Harry'ego Pottera ratującego świat przed złem, ale Jake Djones jest cholernie(przepraszam za takie wyrażenie, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy) uroczy i cholernie nieprzewidywalny.

Przeczytawszy pierwszą stronę już wiedziałam, że jest to książka o której prędko nie zapomnę. Prawdziwe jest stwierdzenie iż od pierwszej strony trzyma w napięciu, już od pierwszej strony jesteśmy w świecie Jake Djonsa i dostajemy wypieków na samą myśl o czekającej nas przygodzie...

Okładka jest prześliczna, zwłaszcza jej tył na którym widnieje panorama Londynu nocą. Ah, cudo!

Trailer:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Postanowiłam zawiesić konkurs na dłuższy okres. W sierpniu wyjeżdżam, a chciałam zrobić dłuższy okres, więc na razie niestety Jagodowy konkurs jest zawieszony na czas nieokreślony...
Pogodo dziękujemy! Tyle, że z moim szczęściem akurat jak poprawiła się pogoda dostałam choroby bostońskiej grrrrr! Ale kilka dni w domu, leki i odpoczynek, i już prawie wyzdrowiałam :D
Blueberry

niedziela, 20 maja 2012

"Shirley" Charlotte Bronte


Tytuł oryginału: Shirley
Autor: Charlotte Bronte
Wydawnictwo: Wydawnictwo Mg
Ilość stron: 640
Moja ocena: 6/6

Nazwisko Bronte już chyba każdemu obiło się o uszy. Emily to ta od "Wichrowych wzgórz", Anna to ta najmniej znana z sióstr, a Charlotte to autorka znakomitych "Dziwnych losów Jane Eyre" i moja ulubiona siostra. Ale to nie o nich jest ta historia. To historia o...

Pierwsze skojarzenie słysząc słowa angielska klasyka? Zdecydowanie wrzosowiska. Wrzosowiska w których nie można się nie zakochać, na których mogę spędzać oczyma wyobraźni całe godziny przed zaśnięciem. Jak i w Jane Eyre nie brak tu wrzosowisk, ale to bynajmniej nie o nich jest ta książka.  Robert Moore jest właścicielem fabryki do której zaczyna sprowadzać rozwinięte technologicznie maszyny. Miejscowa ludność jest oburzona, gdyż wiele osób zostało zwolnionych z pracy w fabryce. Organizują bunty i napadają nie tylko na przewóz maszyn, ale i na samego Roberta. Jednak to nie koniec problemów pana Moore, młody przedsiębiorca wprost tonie w długach! Rozważa poślubienie bogatej Shirley Keeldar, jednak nie chce oddać serca komuś kogo nie kocha, poza tym jego serce już należy do kogś innego...

Początek książki nie należał do najbardziej udanych. Po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron zaniechałam dalszej lektury. Poddałam się, odłożyłam, zapomniałam. Ale nie na długo. Powróciłam do książki i z dobrym nastawieniem dokończyłam jej lekturę. I wobec tak wspaniałej całości jestem w stanie wybaczyć sparzenie się na początku.

Może zacznę od tego, że Charlotte Bronte jest mistrzynią kreowania wspaniałych charakterów. Pan Rochester i Jane Eyre tego dowodzą. A czego oczekiwałam najbardziej od "Shirley", otóż właśnie ciekawych osobowości, a takich tu nie brak. Tytułową bohaterkę poznajemy dopiero około dwusetnej strony, jednak wcześniej poznajemy nieśmiałą pannę Caroline Helstone i Roberta Moora dwie z czterech głównych postaci. Shirley niewątpliwie spodobała mi się najbardziej. Posiada ognisty temperament, jest pełna życia, zjednuje sobie czytelników, jak i pozostałe postaci w książce. Jest całkowitym przeciwieństwem zamkniętej w sobie, cichej i wiecznie smutnej Caroline, którą także polubiłam. Postaci męskie troszkę mnie zawiodły. Intrygującego Roberta było zdecydowanie za mało, podobnie jak jego brata Louisa. Ale może to dzięki temu są to jedne z ciekawszych męskich charakterów jakie miałam okazje poznać i tu ucieknę się do pana Rochestera i pana Darcy'ego dwóch najwspanialszych boahterów płci męskiej!

Sama fabuła jest nietuzinkowa i pełna niespodzianek. Opisy które powinny śmiertelnie przynudzać nadają książce niepowtarzalnego charakteru. Są klarowne i ciekawe, sprawiają, że od razu przed oczami stają nam wystroje wnętrz posiadłości, magiczne zagajniki i moje kochane wrzosowiska. Styl pisania Charlotte to mistrzostwo świata! Bardzo podobało mi się, że zwraca się wprost do czytelnika, co sprawia, że czuję się jakby to sama Charlotte przy kominku na bujanym fotelu opowiadała mi historię, którą sama stworzyła.

"Moja droga, życie to złudzenie-wyszeptała pani Pryor. Ale nie miłość! Miłość jest prawdziwa. To najprawdziwsza, najtrwalsza, najsłodsza, choć również najbardziej gorzka rzecz jaką znamy."

W powieści nie brak wspaniałych cytatów i wypowiedzi bohaterów, które dostarczają nam chwili zadumy i refleksji. Akcja toczy się powoli, nie ma tu wstrząsających wydarzeń, lecz nie brak ciekawych doznań. Każda karta powieści jest przepełniona emocjami i właśnie to podobało mi się najbardziej.

Za niezwykłe osobowości, świetną fabułę, emocje i niepowtarzalny klimat powieść "Shirley" zdobyła moje serce, trafiła na półkę "ulubione" i sprawiła, że nawet ja zaprzeczenie jakiegokolwiek romantyzmu kibicowałam miłości głównych bohaterów. Bez dyskusji jest to jedna z lepszych książek jakie miałam okazje przeczytać.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:

Blueberry


czwartek, 3 maja 2012

"Zieleń szmaragdu" Kerstin Gier+podsumowanie


Tytuł oryginału: Smaragdgrun
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 456
Moja ocena: 6!/6

No i nadeszła ta chwila. Koniec Trylogii Czasu, koniec przygód, koniec podróży z Gwendolyn i Gideonem, koniec na amen. Nie będzie kolejnych części, kolejnych wrażeń, ale kiedyś musiał nadejść ten tragiczny moment. Jednak wrażenia i emocje towarzyszące lekturze "Zieleni szmaragdu" są zadośćuczynieniem końca trylogii.

„Zostańmy przyjaciółmi - ten tekst to już doprawdy był szczyt. Na pewno za każdym razem gdy ktoś wypowiada te słowa, gdzieś na świecie umiera jedna nimfa.”

Gwen jest kompletnie załamana. Dowiedziała się o udawanych uczuciach Gideona co rozstrzaskało jej serce na drobne kawałeczki. Całe dni wisi na telefonie ze swoją najlepszą przyjaciółką Leslie. Ale w końcu musi wziąć się w garść, przecież to od niej zależą losy ludzkości. To wobec niej hrabia de Saint Germian ma specjalne zamiary. Ale komu ufać? Dla Lucy i Paula, czy złowieszczego i tajemniczego hrabiego? Jakie tajemnice skrywa hrabia? Jak zakończą się przygody Gwendolyn i Gideona? Pytania mnożą się i mnożą, a odpowiedzi na całe ich mnóstwo znajdziecie w książce.

Pierwsza reakcja po przeczytaniu książki? Na początku szczerzyłam się jak głupi do sera, aby za chwilę uderzyć w niekontrolowany lament. Bo brutalna prawda jest taka, że nie będzie więcej przygód, nie zobaczę się więcej z Leslie, nie pośmieję się z żartów Xemeriusa, nie popłaczę razem z Gwen. Ale niezaprzeczalnie i absolutnie warto było! Dla niesamowitego Gideona, dla zakręconej Gwen, przezabawnego Xemeriusa, błyskotliwej Leslie. Dla jedynego w swoim rodzaju humoru, wydarzeń, które zaskoczyły mnie tak bardzo, że mało co nie spadłam z krzesła na godzinie wychowawczej :)

Postaci to najlepszy aspekt tej książki. Przezabawne, bystre, tajemnicze i złowieszcze. Gdyby nie Xemerius książka nie byłaby tak zabawna, gdyby nie Gwen nie byłaby tak zakręcona, a gdyby nie hrabia nie byłaby tak tajemnicza. Dzięki nim jest jedyna w swoim rodzaju!

Kolejny ważny aspekt to sposób pisania pani Gier. Ta kobieta ma niepodrabialny, unikatowy dar opowiadania. Lekkość z jaką pisze, łatwość z jaką przyswajamy informacje i wydarzenia-zdumiewa! Wydawało mi się, że wątek romantyczny będzie banalny i taki jak wszystkie inne. Tymczasem był świetny i nietuzinkowy. Nie ma się do czego przyczepić :)

Jedyne co można "Zieleni szmaragdu" zarzucić to końcówka. Liczyłam na coś co zwali mnie z nóg, sprawi, że moje serce przestanie bić, ale może za wiele oczekiwałam i dlatego się zawiodłam...
Nie wiem, ale niektóre pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi, co jak dla mnie należy do plusów, gdyż raz, że daje mi to może złudną, a może nie, nadzieję na kolejne części,(choć skoro to Trylogia czasu, to nie ma się co oszukiwać...), a dwa, że dodaje to książce tajemniczości.

Lekturę ostatniej, a zarazem najlepszej części trylogii chciałam rozłożyć na kilka dni, ale sami wiecie jak to jest. Zaraz po zakupie, rzuciłam się na nią i czytałam dopóki nie skończyłam. Towarzyszyły temu łzy, śmiech, strach i kubek gorącej herbaty. Trylogia czasu stoi na specjalnej półce. Na półce na którą trafiają książki, których nigdy nie zapomnę, i będę często do nich wracać.

Na sam koniec kilka słów o okładce. To zdecydowanie moja ulubiona! Cudowna, przepiękna, śliczna i nieziemska to za mało by ją opisać! Projektant okładki odwalił kawał niezłej roboty!

No i podsumowując. Trylogia czasu zachwyca! A najlepsze jest to, że sami nie wiemy dlaczego. Czy wnosi coś do naszego życia? Nie. Czy przekazuje jakieś specjalne wartości? Nie. No więc dlaczego? Nie wiadomo. Może dlatego, iż jest to kilkanaście godzin, emocji, których nie da się opisać, których trzeba doświadczyć na własnej skórze? A może dlatego, że poznajemy unikatowe postaci, które już od pierwszych dialogów zdobywają nasze serca? Domysły można snuć dobre kilka godzin, a odpowiedzi wciąż szukać. Dlatego polecam, gorąco, gorąco, gorąco. Jak już raz wejdziecie do świata podróży w czasie, chronografów i niezwykłych bohaterów nigdy z niego nie wyjdziecie :)

A oto jeszcze mój ukochany cytat:

„... W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału. Chodzi o materiał bardziej znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. Wykonany wegług tajnej receptury. Marcepan!”

Od tej pory także stałam się posiadaczką serca z marcepanu ;)

W kwietniu przeczytałam: 15 książek
Zrecenzowałam: 5 książek(tylko!)
Kupiłam: 6 książek
Najlepsza książka miesiąca: W tym wypadku książki: "Trylogia Czasu"/"Klątwa tygrysa" Coleen Houck
Najgorsza książka miesiąca: "Błękitnokrwiści Dziedzictwo"

Ależ ten czas szybko leci! Niedawno publikowałam podsumowanie marca, a nim się obejrzałam cały kwiecień zleciał niesamowicie prędko! Właśnie wróciłam z Mazur i z całą pewnością orzekam:
Mazury cud natury!
Pogoda była piękna, wszyscy wróciliśmy opaleni i zadowoleni z wyjazdu ;)
A jak wam mija majówka?
Blueberry

niedziela, 29 kwietnia 2012

"Błękit szafiru" Kerstin Gier


Tytuł oryginału: Saphirblau
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 364
Moja ocena: 6!/6

Świat Gwendolyn Sheperd stanął na głowie gdy dowiedziała się, że jest jednym z dwunastu podróżników w czasie. Razem z Gideonem nasza główna bohaterka właśnie wraca z początku XX wieku, co więcej wraca szczęsliwa i podekscytowana, gdyż między nią a przystojnym chłopakiem zaczyna iskrzyć. Jednak Gwendolyn ma do wykonania ważniejsze zadanie. Dziewczyna jako jedyna w pełni nie ufa złowrogiemu hrabiemu de Saint Germain, a także jako jedyna nie wierzy w złe zamiary Lucy i Paula. Pragnie jak najwięcej dowiedzieć się o przyczynach które skłoniły Lucy i Paula do kradzieży jednego z chronografów.  Do pomocy zaangażowała swojego zmarłego dziadka, którego przez przypadek spotyka poddając się elapsji. Jak błahe wydają się przy tym wszystkim obowiązkowe lekcje menueta i manier jakim musi poddawać się nasza główna bohaterka.

Już na samym początku poznajemy nowego jednego z głównych bohaterów, mianowicie ducha Xemeriusa, który już po swych pierwszych wypowiedziach zyskał moją sympatię. Jest zabawny, a tej zabawności dodaje mu fakt iż widzi i słyszy go tylko Gwendolyn, która ma "dar" widywania duchów. Oczywiście niezmiennie na pierwszym miejscu ulubionych bohaterów tej znakomitej trylogii znajduje się Leslie, błyskotliwa i inteligentna najlepsza przyjaciółka naszej głównej bohaterki. Gwendolyn dojrzała, a Gideon stał się jeszcze bardziej intrygujący i tajemniczy.

"Błękit szafiru" jest pełen humoru, dzięki któremu co chwila wybuchałam śmiechem. Każda strona jest przesycona aurą tajemniczości. Nie wiemy już komu ufać. Tajemnice i zawiłości czają się na każdym kroku. Dlaczego Lucy i Paul ukradli chronograf? Co stanie się gdy krew wszystkich podróżników zostanie wczytana do chronografu? I wreszcie co oznacza tajemniczy kod? Fenomenalne zakończenie!

Razem z Gwendolyn płaczemy, śmiejemy się i boimy. Razem z nią podróżujemy w czasie, uczymy się menueta i znosimy złośliwe docinki Charlotty. Przenosimy się do przeszłości na cudowne przyjęcia i spotkania z tajemniczym hrabią de Saint Germain. Rozpaczliwie wyczekujemy "Zieleni szmaragdu".

Okładka z całej trylogii najmniej przypadła mi do gustu. Oko przyciąga wzrok jednak sama nie wiem czemu, mnie odstrasza. To chyba dlatego, że jest za mocno pomalowane i to na niebiesko.
U mnie jest tak samo jak u Gumciobook wszystkie trzy części zlewają się w jedną i nie wiem już co działo się w której :)

Majówka rozpoczęta, cały, calutki tydzień wolnego :) Termometry w Białymstoku pokazują 30 stopni, żyć nie umierać, jutro jadę kupić wielkie opakowanie lodów, przydadzą się w taki skwar :) Problemy z komputerem naprawione i wreszcie mogę normalnie zaglądać na wasze blogi.
Blueberry

wtorek, 24 kwietnia 2012



Tytuł oryginału: Rubinrot 
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 344
Moja ocena: 6!/6

 „Rubin to początek, lecz i zakończenie.”

Już wielokrotnie podkreślałam jak chciałabym przenieść się w przeszłość. Wehikuł czasu, ach marzenie...Ale Gwendolyn Sheperd bohaterka tej oto powieści nie potrzebuje wehikułu wystarczy odziedziczony przez nią po przodkach gen podróży w czasie.
Kuzynka Gwendolyn, 16 letnia Charlotta była niezwykła, urodziła się z genem pozwalającym na podróże w czasie. Lekcje fechtunku, tańca, języków obcych, miały przygotować Charlottę do jej niezwykłej przyszłości. Jednak w wyniku pomyłki gen odziedziczyła ta niedoskonała Gwendolyn. Jak to możliwe? Przecież datę urodzin Charlotty obliczył sam Isaak Newton! Wszyscy są strasznie zawiedzeni, gdyż Gwendolyn nie jest przygotowana do roli jaką ma odegrać. Dziewczyna zaczyna nowe życie, razem z podróżami w czasie, tajną misją i Gideonem bezczelnym, aroganckim, totalnie boskim chłopakiem, drugim podróżnikiem w czasie.

Książkę kupiłam w lutym, i aż do końca marca po nią nie sięgnęłam. Stała na półce, wołała, kusiła, a ja odkładałam jej lekturę jak tylko mogłam. Do dziś nie wiem dlaczego. Ta książka jest absolutnie świetna. Ba, genialna!

Gwendolyn Sheperd po cichaczu wkradła mi się do serca. To dziewczyna z dystansem do siebie, i co bardzo cenię- humorem. To ona sprawia, że książka jest taka, a nie inna. Razem ze swą przyjaciółką Leslie tworzą duet idealny! Wspierają się nawzajem i darzą zaufaniem. Razem płaczą, cieszą się i oglądają dużo, dużo filmów(mają podobne gusta jak ja :). Od niej wolę tylko Katniss Everdeen z "Igrzysk śmierci". 
Gideon de Villiers jest postacią bardzo wyrazistą, jego wypowiedzi na długo pozostają w pamięci. Mimo początkowych stosunków między nim, a naszą główną bohaterką, nie da się go nie polubić. Arogancki, zadufany w sobie, ale za to wielki przystojniak o zielonych oczach.

Cała historia, którą stworzyła autorka jest pełna tajemnic, zawiłości i nieścisłości. Owszem, ciężko się w tym połapać, ale gdy wszystko poskłada się w całość, daje niesamowity efekt. Podróże w czasie to coś nowego, coś czego jeszcze nie było. Nie ma tu wampirów, wilkołaków i innych dziwnych stworów z oklepanych i banalnych historii. Mamy tu historię pełną tajemnic, pięknych sukien balowych i miłości. Krótko mówiąc, powieść idealna!

Nie mogę nie wspomnieć o okładce, cudownej, pięknej okładce. To ze względu na nią w pewnej mierze, zakupiłam tą książkę(jednak w większości dzięki pozytywnym opiniom czytelników).

Podsumowując, książka jest niewiarygodna. Przeszłość rodziny Montrose, drugi chronograf skradziony przez Lucy i Paula, humor, tajemnice odkryte i nieodkryte, skrywane przez Strażników, no i złowrogi hrabia de Saint Germian składają się na "Czerwień rubinu", niesamowitą opowieść, której nie sposób zapomnieć.

Przepraszam za brak komentarzy z mojej strony. Komputer mi szwankuje i tylko od czasu do czasu mam okazję skorzystać z komputera mamy. Ale postaram się to nadrobić :)
Musiałam drugi raz opublikować tego posta ze względu na dziwną opcję wyświetlania tego posta.
Blueberry

środa, 21 marca 2012

"Książe Mgły" Carlos Ruiz Zafon


Tytuł oryginału: El principe de la niebla
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 200
Moja ocena: 6/6

Jak to mówią pierwsze koty za płoty. Moje pierwsze i bardzo udane spotkanie z tym znamienitym autorem zaowocowało sympatią. Koniecznie muszę sięgnąć po inne książki Zafona, bo pisze genialnie!

Max wraz z dwiema młodszymi siostrami Alicją, Iriną (śliczne imiona :) i rodzicami uciekając przed wojną przeprowadza się do niewielkiej, nadmorskiej miejscowości. Już na dworcu kolejowym dziwny zegar zaniepokaja Maxa. Mimo to dom w którym zamieszkuje rodzina od razu przypada chłopcu do gustu. Tylko co się dzieje w ogrodzie pełnym figur cyrkowców? Po co w ogóle taki ogród jest? Kolejnego dnia Max poznaje Rolanda chłopca, którego wychowuje stary latarnik.Chłopak staje się nie tylko przewodnikiem po mieście, ale i przyjacielem, którego przeszłość jest pełna niedomówień. Razem z Alicją cała trójka niedługo po przyjeździe odkrywa magię (z którą związek ma zatopiony przed laty statek i przybrany dziadek Rolanda). Magię niezbezpieczną i straszną, taką która doprowadzi do tragedii...

"Książe Mgły" to debiut Zafona ( oby więcej takich debiutów!). Powieść jest skierowana nie tylko do młodzieży, ale i jak zaznacza na wstępie autor do osób starszych niż 18 lat. Piękna baśń i wspaniale wykreowane wydarzenia sprawiają, że zostajemy przeniesieni nad Atlantyk i razem z rodziną Carverów przeżywamy niezwykłe i pełne grozy chwile. Ogród cyrkowców, zatopiony statek, stary dom doktora w którym mieszka rodzina to miejsca w których wszystko jest możliwe. Dzieją się tam wydarzenia, których okoliczności nie da się uzgodnić, a wszystko to ma związek z tytułowym księciem mgły.

Czytanie tej książki porównam do błądzenia po labiryncie, ale takim nietypowym labiryncie, bo pełnym niespodzianek i magii jak tym z Harry'ego Pottera. Przy każdym skręcie w lewo bądź prawo czekają na nas niespodzianki. A to przeszłość Rolanda i jego przybranego dziadka, a to ogród pełen figur, a to książe mgły. Nic nie jest pewne, niczego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Na każdym kroku czycha niebezpieczeństwo. Nie wiemy już czy to tylko złudzenie, czy o zgrozo straszna prawda.

Nie czytam, nie oglądam horrorów, dlatego łatwo mnie nastraszyć. A ta książka to taki trochę horror. Razem z Maxem bałam się i przeżywałam chwile grozy. Razem z Alicją martwiłam się o Rolanda. Razem z Iriną bawiłam się z podejrzanym kotem. Jednym słowem dałam się wciągnąć.

Na tej powieści nie skończę swej przygody z Carlosem Ruizem Zafonem. Przecież twórczość tego autora jest pełna niespodzianek :)

Och, już czuję wiosnę :) A już pojutrze "Igrzyska Śmierci"! Całe szczęście, że już zakupiłam bilety.
Przepraszam,  że ostatnio rzadko odwiedzam wasze blogi, ale wiecie jak to jest brak czasu, lekcje do odrobienia, tematy do nauczenia, sprawdziany do napisania.
Trzymajcie się ciepło :)




piątek, 24 lutego 2012

"Syn Neptuna" Rick Riordan



Tytuł: Syn Neptuna
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Galeria Książki
Moja ocena: 6/6


Czy jest jeszcze ktoś kochający czytać, kto nie słyszał o Percy'm Jacksonie? Zakładam, że chyba nie. Po genialnej pierwszej części serii "Olimpijscy Herosi" nadszedł czas na jeszcze lepszą drugą część.

Percy budzi się z kilku miesięcznego snu. Nic nie pamięta poza jednym, jedynym imieniem...Annabeth. Spotyka wilczycę Lupę rzymski odpowiednik Chejrona z Obozu Herosów. Ona uczy go władania mieczem i innych istotnych rzeczy, które pomogą mu przeżyć. Chłopak ma kompletną pustkę w głowie, ale wie, że musi odzyskać pamięć i wrócić do przyjaciół. Jednak nie jest to takie proste. Uciekając przed przezabawnymi gorgonami trafia do Rzymskiego Obozu Jupiter gdzie spotyka dwóch kolejnych głównych bohaterów: Franka i Hazel. Razem wyruszają na misję, misję obalenia najstarszego z gigantów, który ma swą siedzibę na Alasce-miejsca w którym władza bogów nie ma na nic wpływu. Podczas podróży Percy stopniowo odzyskuje pamięć, a Franka i Hazel zaczyna łączyć coś większego niż przyjaźń...a ich najgorszy wróg Gaja rośnie w siłę.

Jest jedno słowo którym można określić nowe przygody starych bohaterów...GENIALNE! Jak zwykle autor nas nie zawiódł. Postaci (nie wliczając Percy'ego, który jest absolutnie Mega ;) nie podobały mi się tak jak w poprzedniej części. Frank sprawiał, że razem z Percym byłam zazdrosna o jego umiejętności. Nie wiem dlaczego, ale po prostu go nie trawię. Ta jego niby skromność, użalanie się nad sobą sprawiały, że stawał się uosobieniem słowa "denerwujesz mnie człowieku!". A co do Hazel to bardziej polubiłam Piper z poprzedniej części, ale nie mam też jej nic do zarzucenia.

Przygody trójki herosów i postaci z jakimi się spotykają (Amazonki, Iris, Gorgony) tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że autor ma głowę pełną pomysłów, tylko jak można przerwać w takim momencie. A najgorsze jest to, że trzecia część została zapowiedziana na rok 2013 ;(

sobota, 18 lutego 2012

"Zagubiony heros" Rick Riordan

Zagubiony heros - Rick Riordan


Tytuł oryginału: The Heroes of Olympus Book One The lost Hero
Autor: Rick Riordan
Ilość stron: 520
Wydawnictwo: Galeria Książki
Moja ocena: 6/6

Spełnienie marzeń. Tak mogę nazwać początek serii bądź trylogii(tego nie wiem) Ricka Riordana "Olimpijscy Herosi". Od skończenia cyklu "Percy Jackson i bogowie olimpijscy" miałam nadzieję, że autor powróci kiedyś do przygód Percy'ego i Obozu Herosów. No i jak widać nie zawiodłam się. Mimo iż premiera była jakiś czas temu to dopiero teraz udało mi się po tą książkę sięgnąć. Ciekawi dalszych losów Obozu, starych bohaterów? Gotowi poznać nowe osobowości i jeszcze raz wejść w świat mitów i greckich bogów? Jeśli tak to zapraszam.

"– Słuchaj, może uderzyłeś się w głowę? – zapytała. – Naprawdę nie wiesz, kim jesteśmy?
Jason wzruszył ramionami.
– Gorzej. Nie wiem, kim ja jestem.”

Jason budzi się w szkolnym autobusie z całkowitą pustką w głowie. Nic nie pamięta, nie wie kim jest i jak znalazł się tam gdzie jest. W dodatku trzyma za rękę dziewczynę która twierdzi, że ze sobą chodzą, a chłopak o imieniu Leo utrzymuje, że są przyjaciółmi. Niewinna podróż Szkoły Dziczy do Wielkiego Kanionu zamienia się w atak ventusów-duchów burzy. Trójka nastolatków-Jason, Piper i Leo zostaje przeniesiona do miejsca zwanego Obozem Herosów. Tam każde z nich poznaje swojego drugiego rodzica. Tego którego zawsze w ich życiu brakowało. Ale Jason czuje, że nie pasuje do tego miejsca, a w dodatku poznaje swoje umiejętności takie jak władza nad wiatrami i piorunami. Tam też dowiadują się, że Olimp ucichł. Bogowie zamilkli. Nie kontaktują się ze swoimi dziećmi, a wejście do siedziby bogów zostało zamknięte na cztery spusty. Gdyby jeszcze tego było mało to cały obóz szuka jakiegoś chłopaka, który zaginął a jest nim...Percy Jackson! Nagle dowiadują się, że powstaje nowy wróg. Znacznie groźniejszy od tytanów,a oni we trójkę muszą stawić mu czoła.

Rick Riordan po raz kolejny dowiódł, że nie brak mu pomysłów za co jestem mu niezmiernie wdzięczna. Zastanawiam się co czy ten facet ma jeszcze czas na cokolwiek innego poza pisaniem. Każda jego książka natychmiast staje się bestsellerem. Naprawdę osoba godna podziwu.

Wracając do książki to czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie.Jako nowość pojawia się rzymski wątek. Jason mówi po łacińsku i używa rzymskich nazw bogów co wskazuje, że istnieje jeszcze jeden obóz! A żeby pokonać nowego znacznie groźniejszego wroga niż tytani oba obozy muszą połączyć siły. Na każdej stronie coś się dzieje. Nowi bohaterowie natychmiast stali się moimi przyjaciółmi. W szczególności Piper! I oczywiście trzeba wspomnieć o przezabawnym trenerze Hedge'u:

„ – Może rąbnę ich tylko raz, co?
– Nie.
– Pójdźmy na kompromis, dobra? Najpierw ich zabiję, a jeśli się okaże, że nie byli naszymi wrogami, przeproszę.”

Jak zwykle nie brak akcji i humoru. Po prostu niesamowita! Drugi tom już czeka na półce i jak tylko uporam się z "Kamieniami na szaniec" od razu się za niego zabieram ;)






sobota, 28 stycznia 2012

"Jane Eyre"-Charlotte Bronte





Tytuł: Jane Eyre
Autor: Charlotte Bronte
Wydanictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: ok.500
Moja ocena: 6/6

Miłość...jak wiele, a zarazem nie wiele mówi nam to słowo. Rzadko kiedy spotykamy prawdziwą miłość, miłość odwzajemnioną. Wierzycie w prawdziwą miłość? Ja nie do końca w nią wierzyłam, ale moje poglądy zmieniły się diametralnie po przeczytaniu przepięknej książki jednej z bardzo znanych sióstr Bronte.

Kocham przenosić się w dawne czasy, chodzić po starych dworach, ogrodach, miastach,  ubrana w piękne suknie- marzenie. Właśnie dzięki książkom takim jak ta, dzięki tym niezwykłym opisom dawnej Anglii, dzięki temu niezwykłemu klimatowi, wkraczam w swój własny świat coś co kocham najbardziej.


Jane Eyre, ma 10 lat i jest sierotą. Mieszka w posiadłości Gateshad Hall u swojej wujenki Sary Reed, która szczerze jej nienawidzi i zamienia życie małej Jane w koszmar. Dziewczynka jest osamotniona, odrzucona, a jej uczucia do pani Reed zmieniają się w coraz głębszą nienawiść. Pani Reed decyduje się wysłać naszą bohaterkę do szkoły w Lowood. Jane spędza tam osiem lat sześć jako uczennica, dwa jako nauczycielka, zawierając wiele znajomości między innymi z ujmującą dziewczynką Helen Burns. W końcu pragnie zmiany, ucieczki od codziennej rutyny. Podejmuje pracę guwernatki w posiadłości Thornfield Hall. Bardzo szybko zakochuje się w swoim pracodawcy, gburowatym właścicielu posiadłości Edwardzie Rochesterze, który równie szybko tą miłość odwzajemnia. Jednak na ich drodze do szczęścia staje skomplikowana i zamierzchła przeszłość pana Rochestera.

"Jane Eyre" jest zaliczana do romansów, choć według mnie tak być nie powinno. Z czym dzisiaj kojarzy wam się typowy romans, bo mi z tymi tandetnymi książkami, które mają na okładce parę całującą się , bądź przytulającą.
Jane Eyre to książka nie tylko o miłości, to historia o drodze ku szczęściu, spotykającej niezliczone przeciwności losu.

Bohaterowie? Cód, miód i orzeszki! Wspaniali:
Jane, głowna bohaterka i zarazem narratorka powieści,to razem z nią przeżywamy jej wzloty i upadki, jej szczęście i nieszczęscie by na końcu pokochać jak najlepszą przyjaciółkę. Edwarda Rochestera w jednym momencie uwielbiałam, w drugim nienawidziłam by w trzecim znów go uwielbiać, bardzo specyficzna postać ze wspaniałym charakterem. Jednak tytuł najbardziej fascynującej postaci otrzymuje...St. John! To on zdobył moje serce. Jego postawa, wypowiedzi- rewelacja!

Przy stopniowym poznawaniu przeszłości pana Rochestera, nie jeden raz przechodziły mnie dreszcze, nawet teraz mam gęsią skórkę. Ale to właśnie najbardziej lubię w książkach, tajemnice, nie wyjaśnione sprawy...ach kocham to!

Przy czytaniu tej książki płakałam, śmiałam się i bałam. Ale tak być powinno, książka winna jest budzić emocje i skłaniać do refleksji, a to właśnie doskonały przykład takiej książki, dobry kawał angielskiej klasyki, a to na nią stawiam w tym roku.


Teraz nie pozostaje mi nic innego jak zapozać się z twórczością tej bardziej znanej siostry Emily.

Jak mijają wam ferie, moje są bardzo udane ;D

P.S. Przy czytaniu zalecam zaopatrzenie się w koc, kubek herbaty i dobre miejsce przy kominku.

niedziela, 1 stycznia 2012

"Pretty Little Liars" i noworoczne postanowienia!



Tytuł: "Pretty Little Liars"
Autor: Sara Shepard
Ilość stron:282
Wydawnictwo: Otwarte
Moja ocena: 6/6

Często wracamy myślami do bliskich nam osób które zmarły, ale czy wyobrażacie sobie aby ta osoba nagle zaczęła pisać do was listy, smsy, maile? Ja sobie tego nie wyobrażam, a jeśli już to nie mam pojęcia co bym zrobiła.
Alison była przyjaciółką Arii, Emily, Spencer i Hanny. Po pewnej kłótni Ali wyszła i nigdy nie wróciła. Po 3 latach od jej zniknięcia dziewczyny zaczynają otrzymywać dziwne wiadomości z krótkim podpisem- A.
Czy to duch zaginionej Alison? Nie, przecież duchy nie istnieją. Ale czy aby na pewno... Nikt nie ma pojęcia, ale przecież tylko ona znała ich sekrety, a one właśnie są wspominane w krótkich liścikach. Z każdą z dziewczyn Alison miała jakiś sekret reszta przyjaciółek o niczym nie wiedziała, no ale od zniknięcia Ali przyjaźń dziewczyn rozsypywała się aż w końcu uległa zniszczeniu czy zakiełkuje na nowo?

Myślałam, że to płytka książka o płytkich przyjaciółkach, lecz jak bardzo się myliłam. Są też wątki miłosne oczywiście no, bo jak mogło by ich nie być!
 Ulubiona para? Zdecydowanie Aria/Ezra.
Moją ulubioną postacią jest zdecydowanie Aria ubóstwiam ją! Hanna typowa nastolatka wyjęta spod prawa, rozpieszczona i rozkapryszona, Emily przeciętna niczym nie wyróżniająca się dziewczyna no może swoją orientacją lecz niczym innym i Spencer na początku bardzo ją lubiłam i kibicowałam w rywalizacji ze starszą siostrą, ale pewna przygoda zakończyła naszą przyjaźń(moją i Spencer). Bardzo, bardzo polecam wciąga jak narkotyk siedziałam jak zaczarowana myśląc tylko kim do cholery jest A. i co to za sprawa z Jenny? Obiecałam sobie że w tym tygodniu wybiorę się po kolejną częśc bo to mi nie da spokoju! No i te okładki jak dla mnie wspaniałe. W wolnym czasie zacznę oglądać serial, bo podobno także świetny. Jedyny minus no co wy ZERO minusów naprawdę arcydzieło!

A teraz pora na postanowienia:
  • Więcej czytać i poświęcać na to więcej czasu.
  • Zapoznać się z autroami takimi jak: Jodi Picoult, Stephen King ( na razie czytałam tylko "Miasteczko Salem"), Carlos Ruiz Zafon, Jane Austen, Terry Prachett
  • Przeczytać ponad 100 książek
  • Wiem, że to nie realne ale chcę przeczytać chociaż część książek z listy BBC
  • Częściej odwiedzać bibliotekę
  • W końcu zabrać się za "Buszującego w zbożu" i "GONE"
  • Poprawić swój styl pisania
  • Lepiej dobierać lektury
  • Oczywiście przeczytać całą serię Pretty Little Liars!
To tyle życzcie mi powodzenia!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

"Siostrzyca"-John Harding



Tytuł:" Siostrzyca"
Autor: John Harding
Wydawnictwo: Mała kurka
Ilość stron: 288
Moja ocena: 6/6






Ameryka Północna, wiek XIX. W jednym z magicznych jak dla mnie starych dworów mieszka Florence bohaterka, a zarazem narratorka naszej powieści. Wprowadza nas w swój własny świat, wymyślonych przez dziewczynkę słów i oczywiście książek. Florence kocha czytać ale jako kobieta z decyzji zaborczego wuja ma zakaz nauki czytania czy pisania, jednak dziewczynka jak ona to ujęła "złamała szyfr słów" i codzień wymyka się do przeogromnej biblioteki. Największym skarbem w życiu Florence jest jej brat Giles, jednak chłopiec musi zacząć naukę i wyjeżdża do Nowego Yorku. Po ok pół roku zostaje odesłany. Dziewczynka nie posiada się z radości, ale nagle ktoś wchodzi z butami do jej świata, a mianowicie panna Taylor guwernatka.

Ksiażka przewspaniała! Główna bohaterka już jest w czołówce moich ulubionych bohaterów. Florence cóż można o niej powiedzieć...napewno jest ODWAŻNA bardzo ją za to podziwiam, zakochana w książkach uwielbiam ją za to ponieważ tak na prawdę nigdy nie spotkałam się z bohaterem kochającym czytać.
Jest to powieść z dreszczykiem mnie nie raz ciarki przechodziły. W pewnym momencie byłam niemal pewna, że nasza bohaterka postradała zmysły a wszytkie wydarzenia to tylko jej wymysł bądź sen, jak bardzo się myliłam gdy okazało się, że jednak nie. Zakończenie bardzo ale to bardzo zaskakujące, wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.

Książkę czyta się z wielką prędkością nawet nie wiedziałam kiedy zdążyłam ją skończyć. Odniosłam wrażenie, że autor pisał to od niechcenia jednak każda postać, sytuacja jest opisana w sposób szczegółowy. I jeszcze ten wspaniały klimat gotyku! Nic tylko palce lizać wspaniała lektura na długie wieczory przy kominku.

Wiecie, że "Quo vadis" to całkiem fajna książka! Ale początek był prawdziwą męczarnią, no ale przebrnęłam i jestem z siebie dumna. Wczoraj piekłam piernik i pierniki więc w całym domu pachnie przyprawą korzenną mniam! Przed chwilą wbijałam po raz setny tego roku goździki w pomarańczę i zaraz biorę się za lekcje ale ten świąteczny nastrój sprawia że wszystkiego mi się odechciewa i nic tylko śpiewać kolędy!

http://www.youtube.com/watch?v=KXuY9GjOSO4
http://www.youtube.com/watch?v=B0zaDApGBbI&feature=related

Książkę mogłam przeczytać dzięki wydawnictwu Mała Kurka. Dziękuję za zaufanie!

niedziela, 4 grudnia 2011

"Duma i uprzedzenie" Jane Austen


Tytuł:"Duma i uprzedzenie"
Autor:Jane Austen
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Moja ocena: 6/6

Przyznaję się bez bicia, że to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Lepiej póżno niż wcale i jestem zachwycona! Ostatnio mam dni zawalone nauką i sprawdzianami więc nie posiadam za wiele czasu jednak staram się tak nim gospodarować aby starczało na wszystko, z różnym skutkiem...

W czasach które genialnie opisuje pani Austen najważniejsze jest aby dobrze wydać córki za mąż, a przed takim oto zadaniem stoi pani Bennet którą los obdarzył aż pięcioma. Stara się jak może jednak w okolicy brakuje kawalerów przystojnych, a przede wszystkim zamożnych.  Jakaż radość następuje po pogłoskach, że do pobliskiej posiadłości ma się sprowadzić wielce bogaty mężczyzna. Jednak nic nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać.

Jak zwykle napiszę o moim ulubionym bohaterze. W przypadku tej powieści jest nią oczywiście Elizabeth Bennet. Zachowanie postaci, bohaterów jest opisane w sposób przekomiczny np.pani Bennet raz denerwowała sie na swą córkę by zaraz potem opiewać się w zachwytach nad nią.

Uwielbiam romanse historyczne i tylko historyczne żadne inne nie wchodzą w grę, a przecież pani Austen tak pięknie opisuje perypetie postaci, że nie sposób nie pokochać tej książki. Ja zakochałam się od pierwszej strony(no może nie od pierwszej). Ta książka to spory problem do zrecenzowania bo tak naprawdę gdybym jeszcze coś dodała zdradziłabym całą fabułę.

Teraz jestem niestety zmuszona do przeczytania Qvo Vadis, no więc ze spuszczoną głową idę czytać.
Cześć!



piątek, 7 października 2011

George R. R. Martin Gra o tron


    Tytuł: Gra o tron
Autor: George R. R. Martin
Wydawnictwo: ZYSK-SKA
Ilość stron: 838
Moja ocena: 6/6
Moja fascynacja tą książką zaczęła się całkiem niewinnie. Koleżanka pare razy wspomniała, a że uwielbiam książki typu "Władca Pierścieni" nie mogłam się powstrzymać. Teraz wiem, że sporo przepłaciłam w empiku ale na dobrą książkę nigdy nie szkoda pieniędzy, a ta jest wspaniała. Wieczorem z herbatką i kocykiem usiadłam i już na zawsze weszłam w świat Martina. Po 10 stronach wciągnęła mnie tak bardzo, że to aż niemożliwe. Jest w niej mnóstwo zbrodni, podstępów, kłamstw i samej przygody. W Siedmiu Królestwach nikogo nie można uważać za swojego przyjaciela. Wiele osób ginęło właśnie za sprawą takich "przyjaciół". Moją ulubioną bohaterka miała 14 lat, a została zmuszona do małżeństwa , zaszla w ciążę a gdy pokochała swojego męża on zginął. I powiedzcie gdzie tu sprawiedliwość? Genialne postaci, ich wypowiedzi. I smutek na sam koniec gdy okazuje się że jedna z twoich ulubionych postaci ginie.
Według mnie Martin to geniusz pod względem fantastyki.
ps. Wiem że moja wypowiedź jest bardzo ale to bardzo chaotyczna ale dopiero zaczynam i będę starała się pisać jak nalepiej.